“Aby pozostać przy zdrowych zmyslach,
nie możemy traktować świata poważnie.
Powinniśmy jednak zacząć
od niepoważnego traktowania samych siebie."

Rio Dulce w Gwatemali to Mekka żyjących na łodziach, cywilizacyjnych wyrzutków i prześmiewców szargających wszelkie świętości.

Stałym bywalcem jest też tam Polak, kapitan WW. Pewnego poranka dokonuje on makabrycznego odkrycia. W dziobie własnej łodzi, Galatei, znajduje zamordowaną kobietę i staje się głównym podejrzanym o dokonanie zbrodni. Aby ratować skórę, kapitan postanawia wziąć ciężar śledztwa na własne barki, rozwiązać zagadkę i oczyścić się z podejrzeń. Sprawa jest trudna, bo do pomocy ma jedynie bandę ekscentryków, własne lenistwo oraz nieprzychylną policję. Łodziowcy starają się podtrzymywać go na duchu rozcieńczając zagęszczoną atmosferę hektolitrami rumu i piwa oraz łagodząc ją trylionami wypowiedzia-nych - z sensem lub bez - słów. W anturaż wspólnych wieczorów wpisuje się na dobre zbrodnia, gadulstwo, alkohol i królująca wesołość oraz kpina ze wszystkiego, co wykpić można, w tym również z samych siebie. Szczęśliwym trafem, niespodziewanie na Galatei pojawia się ktoś jeszcze...


Cytaty

 

A w ogóle, to wszystko przez tego trupa w dziobie łodzi. Fakt, że trup był zimny, uratował mi życie. To już nie to, że trup był zimny, gdyż był to zimny trup. Lecz ten był po prostu lodowaty i nawet krople wody zaczęły się na nim kondensować. A miało przecież być o życiu na łodzi na zachodnich Karaibach, o żeglowaniu, wodzie, słońcu, wietrze, lokalnym folklorze, lokalnej bohemie, blaskach i cieniach…

Zacznę jednak od początku, od momentu lądowania w Gwatemala City. Do trupa dojdziemy w swoim czasie. Zresztą w momencie, gdy przybyłem do Gwatemali, trup nie był jeszcze trupem, jak to później ustalono, lecz żywą, młodą i atrakcyjną blondynką.

Doszedłem do wniosku, że dwie godziny pracy w niedzielę liczą się za co najmniej cztery godziny w innym dniu tygodnia, uznałem zatem swój dzień roboczy za skończony i poszedłem do naszego tarasu, aby ochłodzić się − po siedzeniu w nagrzanej silnikowni – zimnym piwem. Popołudniowa bryza szalała w pełni i wszyscy nasi łodziowi straceńcy powoli zaczęli schodzić się do przystaniowego wodopoju. Dzieciaków jakoś nie było widać, pewnie zmęczone padły, ku wielkiej uciesze nas − starych. Przy grillu siedziała jak zwykle Mecca, towarzyszyła jej − z oddalenia − rozłożona książka tkwiąca w dłoni nieodłącznego George­’a, który − mimo że tak wtopiony w wolumin, iż tworzył z nim jedną całość – wszystko pilnie obserwował. Karl beztrosko popijał swoje popołudniowe piwo, zaś jego żona omawiała z Meccą jakieś nowe przepisy kulinarne. Postawiłem butelkę rumu na stoliku.”

Przeczytaj więcej cytatów...



Przeczytaj fragment książki

Wszyscy, którzy chcieliby przeczytać fragment książki przed jej zakupem mogą pobrać wersję elektroniczną klikając na poniższy link:
Kliknij tutaj żeby pobrac plik PDF

 

Aby odczytać plik potrzebny jest program Adobe Acrobat Reader. Jeśli go nie posiadasz możesz pobrać go za darmo klikając poniżej

Galatea okładka
Galatea okładka
Statek Galatea